Jak wyjechać na wolontariat?

Republika Podróży przeprowadziła wywiad z Justyną Nieścioruk – uczestniczką projektu Global Citizen w ramach wolontariatu AIESEC. Opowiada o swoich wrażeniach z pobytu w Rumunii oraz zaletach wzięciu udziału w wolontariacie.

Republika Podróży: Skąd pomysł aby wziąć udział w projekcie Global Citizen?

Justyna Nieścioruk: Będąc jeszcze w liceum, miałam okazję brać udział w warsztatach kulturowych, które odbywały się w mojej szkole. Oczywiście prowadzone były przez wolontariuszy z AIESEC. Już wtedy poczułam, że sama chciałabym kiedyś wyjechać za granicę i wziąć udział w takim projekcie.

Już na pierwszym roku studiów – w marcu 2013 roku dołączyłam do AIESEC. Sama organizowałam projekt warsztatów językowych z native speakerami, a rok później zaaplikowałam na wolontariat z Global Citizen.
Zależało mi na tym, aby wakacje 2014 spędzić w produktywny sposób 🙂 Początkowo myślałam
o pracy, jednak wybrałam wolontariat i tam połączyłam pracę (mimo, że wolontariacką) z moimi zainteresowaniami i podróżowaniem.

AIESEC Global Citizen

 Republika Podróży: W jaki sposób aplikuje się na program Global Citizen?

Justyna Nieścioruk: https://auth.aiesec.org/users/sign_in – strona, na której trzeba się zarejestrować, uzupełnić swój profil o doświadczenie, zainteresowania, języki i już można przeglądać oferty i aplikować. Projekty podzielone są na 3 rodzaje: Culture, Managment, World Issues. W zależności od tego co chcemy robić na wolontariacie – czy prowadzić warsztaty kulturowe, czy językowe, a może organizować eventy lub pomagać ubogim – wybieramy konkretny projekt. Po zaaplikowaniu organizator projektu przeprowadza z nami rozmowę na Skype.  O wyniku dowiadujemy się kilka dni później. W moim przypadku było tak, że projektu szukałam od kwietnia. Miałam rozmowy w Serbii, Mołdawii, Portugalii, dostałam także odpowiedzi z Sycylii i Bułgarii. W czerwcu – za namową dwójki znajomych – zdecydowałam, że aplikuję do Rumunii.

2 godziny po zaaplikowaniu byłam już umówiona na Skype, a 2 dni później dostałam informację, że zostałam wybrana 🙂

Co do kosztów – podróż trzeba pokryć sobie samemu. Na miejscu mamy zapewnione zakwaterowanie – akademik albo host family – i minimum 1 posiłek dziennie. Trzeba mieć też swoje kieszonkowe.

Rumunia plaże

 Republika Podróży: Gdzie można pojechać uczestnicząc w projekcie Global Citizen?

 Justyna Nieścioruk: Wybór jest naprawdę spory. Mamy obecnie 12 krajów, które są naszymi partnerami (naszymi w sensie Polski). Są to: Brazylia, Kolumbia, Rosja, Rumunia, Węgry, Włochy, Portugalia, Grecja, Indie, Chiny, Turcja, Egipt. Oczywiście w bazie są też oferty z innych krajów, jednak na projekty z krajów partnerskich najłatwiej jest się dostać.

Catch A Smile Day

 Republika Podróży: Dlaczego wybrałaś Rumunię?

Justyna Nieścioruk: To zupełny przypadek 🙂 Początkowo zależało mi na państwie, które po pierwsze jest w Europie,

a po drugie jest atrakcyjne turystycznie, np. Grecja, Portugalia. Jak wiadomo, Rumunia nie jest przez nas – Polaków – postrzegana zbyt pozytywnie a już na pewno nie uważamy, że jest atrakcyjna dla turystów. Zaaplikowałam jednak na projekt w Rumunii bo był to jedyny projekt marketingowy, który znalazłam. Jak się później okazało – zarówno projekt, jak i kraj był najlepszym z możliwych wyborów.

ekipa rebranders

Republika Podróży: Jak długo przebywałaś w Rumunii?

Mój projekt trwał 6 tygodni. 7 lipca dotarłam na miejsce – do miasta Cluj-Napoca i wtedy też mieliśmy uroczystość rozpoczynającą projekt. Po zakończeniu wolontariatu zostałam jeszcze przez tydzień w Rumunii, żeby pozwiedzać i pożegnać się ze znajomymi. Generalnie najwięcej projektów trwa 6 tygodni, można jednak znaleźć dłuższe – nawet do 9 tygodni.

Republika Podróży: Co robiłaś w ramach projektu?

Justyna Nieścioruk: Mój projekt nazywał się ReBranders i był o profilu marketingowym. Jest to jeden z największych projektów w całej Rumunii, odbywa się w cyklicznie w wielu tamtejszych miastach.

W mojej edycji brało udział 40 wolontariuszy z całego świata (w tym 3 inne Polki). Przed wyjazdem nie wiedziałam dokładnie co będę tam robić 🙂 Jak się później okazało, byliśmy podzieleni na mniejsze grupy, średnio po 5-6 osób i każda grupa pracowała w innej organizacji lub start-up’ie.

Ja, Paula (Brazylia), Suranshi (Indie) oraz Ally (Tajwan) pracowałyśmy w start up evolso. Evolso to aplikacja randkowa dostępna na iOS oraz Androida. Śmieszna historia, nigdy w życiu nie pomyślałabym, że będę pracować w takim miejscu 🙂
Praca była jednak prawdziwym wyzwaniem, ale zarazem przyjemnością. Nasz szef, Alin, okazał się być 23-letnim, przemiłym facetem, z którym bardzo się zaprzyjaźniłyśmy. Mimo, że są nowym start upem, nie mają biura, Alin za wszelką cenę chciał zapewnić nam dobre warunki do pracy. Wynajął nam biuro u pewnego przedsiębiorcy w samym centrum miasta. Nie dość, że lokalizacja była idealna, to jeszcze poznałyśmy ciekawych ludzi – oprócz nas pracowało tam ok. 30-40 osób pochodzących z różnych państw. Część z nich była tak jak my na praktykach, reszta miała swoje start upy lub stawiała swoje „pierwsze kroki” w biznesie.
Rzeczy, którymi konkretnie zajmowałam się w evolso to po pierwsze e-book. Tak, pisałam e-booka o randkach 😀 i to jeszcze w języku angielskim. Kolejnym moim zadaniem była zmiana strony internetowej, jednak tylko od strony contentu – technicznymi aspektami zajmował się informatyk. W końcu zaczęłam prowadzić fanpage, co polubiłam najbardziej. Poza tym robiłam też tłumaczenia aplikacji na język polski, nagrywaliśmy video promujące aplikację, mieliśmy sesje zdjęciowe.

Jednak nie wszystko kręciło się wokół evolso:) Część osób pracowała w organizacji Beard Brothers. Dość osobliwa organizacja – założona przez facetów z brodami, tatuażami i piercigiem. Ci faceci robili jednak duuużo dobrego. Cała ich działalność nastawiona jest na cel charytatywny. W czasie mojego pobytu w Rumunii miałam okazję pomagać im w organizacji jednego eventu – Catch a Smile Day. (promo filmik tego wydarzenia: https://www.youtube.com/watch?v=AharWpJ3Lws)

Cluj

Ideą wydarzenia było sprawianie, aby inni się uśmiechali dzięki naszym małym gestom – rozdawaniu kwiatków, słodyczy, różnych gadżetów. Spotkaliśmy się w południe w centrum miasta, gdzie czekały na nas wielkie pudła słodyczy, kwiatów, balony i inne ozdoby. Wydarzenie było do tego stopnia nagłośnione, że pojawiły się tam setki osób. Ruszyliśmy w różne części miasta, aby rozdawać te upominki i „łapać” uśmiechy 🙂 Niby małe gesty, a naprawdę cieszyły. To wydarzenie wywarło na mnie naprawdę duże wrażenie, dlatego w tym roku planuję zorganizować je
w Lublinie.

Ponadto brałam udział w jeszcze jednym ciekawym wydarzeniu. Nazywało się Global Village. Wszyscy praktykanci (nie tylko z mojego projektu – także z innych, które realizowane były jednocześnie w Cluj) mieli stoiska swoich krajów, na których znajdowały się przedmioty, flagi,  tradycyjne potrawy związane z poszczególnymi krajami. Oczywiście to wszystko musieliśmy przygotować my – dzień przed wydarzeniem każdy gotował przeróżne dania, przygotowywaliśmy też prezentacje o naszych krajach, część osób nawet tańczyła tradycyjne tańce. Wydarzenie to miało miejsce w wielkim parku blisko centrum handlowego. Było otwarte dla każdego, mogliśmy więc poznać miejscową ludność i podzielić się cząstką naszej kultury.

Projekt Global Citizen

Republika Podróży: Jak wyglądało Twoje zakwaterowanie i warunki?

Justyna Nieścioruk: Mieszkałam w akademiku, razem z ok. 100 innymi wolontariuszami z całego świata! Oprócz mojego projektu, w którym udział brało 40 wolontariuszy, w Cluj realizowane były też inne. W sumie około 100 osób z różnych państw na jednym piętrze. Taka różnorodność! Nasz pokój był dość mały. Mieszkałyśmy tam w 5 – ja, Paula (Brazylia), Kanza (Pakistan), Pavla (Czechy) i Nikola (Czechy). Mieliśmy do dyspozycji 1 kuchnię i 1 łazienkę (na szczęście z wieloma prysznicami!) na korytarzu. Teraz jednak to wszystko wspominam z wielkim sentymentem. Prawdopodobnie już nigdy nie będę miała okazji mieszkać w takiej mieszance kulturowej 🙂

Akademik był położony przy ulicy Piezisa – typowa „studencka” ulica, pełna barów i pubów. Od centrum miasta dzielił nas 15-minutowy spacer.

Justyna Nieścioruk

Republika Podróży: Jakie dostrzegasz różnice pomiędzy Rumunią, a Polską?

Justyna Nieścioruk: Szczerze mówiąc, nie dostrzegam tak wielu różnic, jak można się spodziewać. Faktem jest, że Rumunia jest biedniejszym krajem, jednak nie rzuca się to aż tak bardzo w  oczy. Z pewnością drogi są w gorszym stanie – nie dość, że kręte to jeszcze wyboiste 😛 Klimat jest jednak trochę cieplejszy – przez cały lipiec i sierpień utrzymuje się bardzo wysoka temperatura. Kolejna rzecz – pali się tam papierosy dosłownie wszędzie i nie przejmuje niepalącymi. Mi – osobie niepalącej – było się dość ciężko do tego przyzwyczaić.

Poza tym nie ma tam rozkładów jazdy komunikacji miejskiej, co dla mnie było szokiem. Na dworcach też ciężko się połapać – autobusy i pociągi są słabo oznaczone.

Różnica jednak tkwi głównie w mentalności ludzi – mieszkańcy Rumunii są po prostu szczęśliwi. Cieszą się z tego co mają, rzadko narzekają. Są bardzo otwarci na innych i uczynni. Sama doświadczyłam od nich pomocy wiele razy. Z dużą serdecznością przyjmują do siebie obcokrajowców.

Plaże w Rumunii

Republika Podróży: Jakie podobieństwa?

Justyna Nieścioruk: Przede wszystkim architektura – dużo starych kamienic (ale dobrze utrzymanych), deptaki, stare miasta – zupełnie jak w Polsce. Szczególnie wiele podobieństw dostrzegłam między Cluj a moim rodzinnym Lublinem. Podobne osiedla, centrum miasta z dużym placem, stare miasto pełne wąskich uliczek i urokliwych kawiarni i klubów. A propo klubów… Rumuni wiedzą jak się bawić! Jeżeli lubisz imprezować – zdecydowanie się tam odnajdziesz. Kluby i puby są przeróżne, jest ich mnóstwo, większe, mniejsze, z muzyką techno, latino, pop… Dużo tematycznych imprez – sama często chodziłam na wieczorki salsy, jazzowe albo imprezy w klimacie R&B 🙂

Ponadto w Rumunii, tak jak w Polsce, mamy szeroki wybór co do wykorzystania wolnego czasu – można pojechać i w góry, i nad morze, popływać kajakami po rzekach i jeziorach, pozwiedzać liczne zamki i pałace.

Rzeka w Rumunii

Republika Podróży: Co zwiedziłaś w Rumunii podczas trwania projektu Global Citizen?

Justyna Nieścioruk: Pracowałam 5 dni w tygodniu – od poniedziałku do piątku, weekendy mogłam więc wykorzystać na podróże (oczywiście płatne już z własnej kieszeni). Zdarzało się też tak, że skończyłyśmy razem z moimi koleżankami całą pracę tygodniową w 3-4 dni i miałyśmy jeszcze więcej czasu na wyjazd.

Zwiedziłam w sumie kilka miast rumuńskich, pojechałam też na 4-dniową wycieczkę do Budapesztu (z Cluj do Budapesztu to ok. 5 godzin autobusem). Jeden weekend poświęciłyśmy na zwiedzanie Turdy i kopalni soli, która się tam znajduje. Innym razem wybrałyśmy się na wycieczkę do Braszowa – bardzo urokliwego i znanego miasteczka. Zwiedziłyśmy też Bran i słynny zamek Drakuli. Innym razem pojechałyśmy do Sybina
i spędziłyśmy weekend z tamtejszymi AIESECerami. Zwiedziłam też oczywiście Bukareszt
3 ostatnie dni mojego pobytu w Rumunii spędziłam właśnie tam z kilkoma innymi osobami
z wolontariatu. Najlepiej jednak wspominam wyjazd do Vama Veche, nad Morze Czarne. Wyjazd był doskonałym zakończeniem moich wakacji. Vama to idealne miejsce dla młodych ludzi. Wiele hosteli, barów, hipisów, osób zza granicy, imprezy na plaży, drinki z palemką 🙂 Pojechałam tam sama, na miejscu jednak spotkałam znajomych z Cluj, ale o tym dalej 🙂

Cluj Rumunia

Republika Podróży: Opowiedz jakaś historię, która najmocniej zapadła Ci w pamięć podczas wyjazdu.

Justyna Nieścioruk: Pierwsze co przychodzi mi do głowy to powrót z Turdy pewnego niedzielnego popołudnia. Byłam tam z moimi dwiema najlepszymi przyjaciółkami – Paulą z Brazylii i Kanzą z Pakistanu. Wysiadłyśmy z busa w nieodpowiednim miejscu (już będąc w Cluj) i trochę się zgubiłyśmy. Znalazłyśmy jednak piękne miejsce – z jednej strony Teatr Narodowy, z drugiej cerkiew prawosławna z wielką fontanną naprzeciwko i dużym pomnikiem. Kiedy dostrzegłyśmy to miejsce, dosłownie zgłupiałyśmy. Mimo zmęczenia skakałyśmy i robiłyśmy zdjęcia, weszłyśmy do fontanny i byłyśmy główną atrakcją dla ludzi 🙂 To wtedy zaczęła się moja przyjaźń z tymi dwiema dziewczynami. Od tamtej pory regularnie gubiłyśmy się w każdym nowym mieście:)

Przez cały czas mamy ze sobą kontakt. We wrześniu Paula odwiedziła mnie w Lublinie! W lipcu planujemy się spotkać we 3. Musimy jeszcze tylko wybrać państwo:)

widok z akademika

Kolejna historia to mój ostatni tydzień w Rumunii, który był jednym wielkim szaleństwem. Nie chciałam spędzić moich ostatnich dni w Cluj – chciałam zobaczyć kilka innych miejsc. Pojechałam do Bukaresztu – tam miałam mieszkać u pewnej dziewczyny. Okazało się jednak kiedy byłam już w drodze, że ta dziewczyna nie może mnie przenocować… Zostałam więc bez dachu nad głową, małą ilością pieniędzy, komórką bez doładowania i nikogo znajomego, na dworcu w Bukareszcie. Udało mi się jednak znaleźć hosta – „znajomy znajomego”. Okazało się, że jest nim, a właściwie są nimi dwaj przyjaciele mieszkający razem. Jeden – były pracownik korporacji, który rzucił pracę i oddał się medytacji i jodze, drugi – malarz, typowy artysta. Aha, no tak, jeszcze ich kot – Margo 🙂

Było ciekawie! Spędziłam z nimi w sumie niecały dzień i noc. Potem zamierzałam ruszyć dalej… Kilku moich znajomych z wolontariatu też było w tym czasie w Bukareszcie. Chciałam jechać nad morze, ale nikt nie był chętny aby mi towarzyszyć. Znalazłam więc towarzystwo przez Internet, a konkretnie carpooling i pojechałam z dwoma 19-letnimi chłopakami do Vama Veche 🙂 Byli bardzo zainteresowani moim projektem, Polską, podróżami. Kiedy byliśmy już na miejscu, rozdzieliliśmy się. Ja poszłam do swojego hostelu, oni dołączyli do swoich znajomych. W hostelu poznałam mnóstwo ludzi z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Holandii. W tym czasie w Vama było kilka osób z organizacji Beard Brothers, o których wspominałam wcześniej. Spotkaliśmy się i oczywiście razem imprezowaliśmy. To była moja pierwsza impreza na plaży, pierwsze spanie też na plaży, taki wschód słońca 🙂 Vama leży na granicy z Bułgarią, tam też poszliśmy na spacer, więc można powiedzieć, że zaliczyłam w te wakacje nawet Bułgarię! Po pobycie nad morzem wróciłam do Bukaresztu – stamtąd miałam lot do Warszawy. Ostatnie dni były jedną wielką rozpaczą – żegnałam się z ostatnimi znajomymi, którzy zostali jeszcze w Rumunii w tym Kanzą.

kopalnia soli Turda

 Republika Podróży: Chciałabyś wrócić do Rumunii?

Justyna Nieścioruk: Już w te wakacje planuję wrócić! Oczywiście nie na stałe… Ale chcę odwiedzić znajomych i zobaczyć mój „drugi dom” bo tak wspominam Cluj…

Republika Podróży: Planujesz kolejną podróż?

Zdecydowanie tak! Po tym wolontariacie złapałam „bakcyla” na podróżowanie… Już we wrześniu pojechałam do Pragi, a kilka dni temu wróciłam z Berlina 🙂 Zamierzam tez po raz kolejny wyjechać na wolontariat. Tym razem gdzieś dalej – moim marzeniem jest Brazylia lub Kolumbia. W te wakacje jednak planuję już wyjazd na Bałkany.

Republika Podróży: Podsumowanie – czego się nauczyłam, co wyniosłam z wolontariatu.

Justyna Nieścioruk: Samodzielność. To pierwsza rzecz jaka przychodzi mi do głowy, kiedy wspominam mój wyjazd. Nigdy wcześniej nie podróżowałam sama. Zawsze wybierałam bezpieczniejsze sposoby – zorganizowane wycieczki, wyjazdy. Tym razem sama zorganizowałam dosłownie wszystko. Będąc już w Rumunii wszystkie weekendowe wyjazdy też organizowałam sama. Zdecydowanie wyszłam ze swojej strefy komfortu 😛

Kolejna rzecz – wszystko jest możliwe. Dosłownie. Jeżeli czegoś chcesz – wystarczy, że będziesz działać w tym kierunku i będziesz uparty. Reszta jakoś się ułoży 🙂

Global Citizen

Różnorodność, mieszkanka narodowości i kultur to najlepsze, co może nas spotkać. Dzięki tym wszystkim ludziom, których poznałam, obrałam totalnie nowy punkt widzenia. Nabrałam dystansu do siebie i wszystkiego, co mnie otacza. Pozbyłam się stereotypów. Znalazłam drugą, międzynarodową rodzinę.

Świadomość wpływu, jaki mogę mieć na społeczeństwo. Chodzi mi szczególnie o Beard Brothers. Istnieją od roku, a już zbierali pieniądze dla chorego na raka Oskara, obdarowali dziesiątki biednych rumuńskich rodzin w jedzenie i ubrania, zebrali pieniądze na szkolny autobus dla niepełnosprawnych dzieci, zorganizowali Catch a Smile Day. Jeżeli oni mogą, to dlaczego ja nie?:) W tym roku idę za ich przykładem!

Odwaga. Życie w innym kraju, praca, nieznajomość języka (rumuńskiego oczywiście), robienie wszystkiego na własną rękę – uważam, że to wymagało odwagi od niepoukładanej dwudziestolatki 🙂

 i…

Ludzie. Setki poznanych osób, wiele przygód, wyjazdów, zdjęć, wspomnień i łez. To dzięki nim ten czas był taki wyjątkowy.

Republika Podróży: Dziękujemy za rozmowę.

Justyna Nieścioruk

Polecamy również:

One thought on “Jak wyjechać na wolontariat?

  1. Justyna
    27/01/2015 at 21:09

    Również dziękuję za rozmowę! Pozdrawiam i polecam się na przyszłość 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *