Chiny. Życie codzienne ulicy.


Malować Chiny można wielowątkowo, wielokontekstowo i wielokolorowo, i nigdy nie wyczerpać nieskończonej skali półtonów. Zdaje się, że do Chin nie nadaje się skala stopniowania opisujących je przymiotników i skala liczebników, wszak wszystko w nadmiarze i niedomiarze ucieka poza nią. Efekt skali jest przytłaczający. Jak odnieść się do prowincjonalnego, trzymilionowego chińskiego miasteczka, żyjąc w niespełna dwumilionowym polskim city? Miasteczka, w którym wystaje dwudziestopiętrowy hotelowy kikut zakończony obrotową restauracją, gdzie obfite śniadanie można zjeść obserwując panoramę miasta na sposób Panoramy Racławickiej? Jak bronić dokonania zachodniej cywilizacji przemierzając chińskie ośmiopoziomowe estakady, pokonując prędkość 430 km/godz. najszybszą koleją świata Maglev w Szanghaju i wreszcie podziwiając najdłuższy na świecie mur lub największy na świecie wizerunek siedzącego buddy Longmen Shiku (Grot Smoczej Bramy)… I nie wspominając o nagromadzeniu artefaktów i zabytków sztuki wpisanych do UNESCO, choćby Terakotowa Armia w Xi’an, sięgających czasów, których polska historiografia nie sięga. Polskie dzieje to zaledwie odłamek w chińskiej historii dziejów, za to polskie ubóstwo to tylko promil ubóstwa Chin.

Największy budda na świecie.

Największy na świecie wizerunek siedzącego buddy Longmen Shiku (Grot Smoczej Bramy).

Terakotowa Armia w Xi’an.

Terakotowa Armia w Xi’an.

Odkrywanie Chin to ciągły proces obalania i utwierdzania zakorzenionych w europejskiej świadomości mitów oraz nieustanne zadziwienie dynamiką przemian społecznych i gospodarczych. Obraz miejskiego gąszczu nowoczesnych centrów biznesu, rosnących osiedli mieszkaniowych, luksusowych aut i elektrycznych skuterów zmaga się z ponurym obrazem ubóstwa, kwestii respektowania praw człowieka, pracy za trzy dolary oraz „chińszczyzny” w rodzimym wydaniu.

Pudong Szanghaj

Widok na dzielnicę Pudong w Szanghaju.

Sprawę ubóstwa wyjaśnia odpowiedź na pytanie: jak wiele trzeba sprzedać za grosze paczek chusteczek higienicznych w pobliżu znanych budowli, buddyjskich świątyń, dostatnich fabryk pereł, porcelany lub słynnego jedwabiu, aby zarobić na powrót w to samo miejsce i w tym samym celu następnego dnia. Kolejnym wyjaśnieniem jest niespotykana w Europie rozmaitość banalnie drobnych prac fizycznych wykonywanych narzędziami, których forma nie zmienia się od stuleci, niczym w manufakturach, w których ręcznie wytwarza się np. kosztowne meble z laki na zamówienie europejskich krezusów.

Produkcja chińskiej porcelany.

Produkcja porcelany ze zdobieniami emalią komórkową.

Meble z laki.

Ręczna produkcja kosztownych, ozdobnych mebli z laki.

O ile kwestia praw człowieka umyślnie sprawia wrażenie powłoki niewidzialnej, o tyle sens pojęcia „chińszczyzny” wyjaśnia empirycznie namacalna niedokładność (i niedbalstwo). W drogich hotelach można spotkać przepysznie inkrustowane meble ozdabiane pasmami kurzu. Zdaje się, że genezą tego zjawiska jest myślenie w kategoriach ogólnych i skrótowych, niczym językowa skrótowość wypowiedzi, nieokreślanie liczby mnogiej lub pojedynczej czy płci żeńskiej i męskiej. Być może pracę zdominował nieokreślony uniwersalizm spotęgowany przez obojętną postawę wobec niej. Zestaw ten mógłby dopełnić obraz stołu, upstrzonego i zabałaganionego resztkami po posiłku w dalece nieestetyczny sposób według europejskich kanonów. A jednak stół, rekwizyt rytuału spożywania posiłków z dominacją czterech smaków (słodki, słony, kwaśny i gorzki), staje się widocznym świadectwem smakowitości potraw. Pozostawione na stole resztki to także ślad proporcjonalnie wzrastającej do tempa rozwoju gospodarczego obfitości i zachłanności w konsumpcji, i w efekcie marnotrawstwa pożywienia.

Posągowy kraj z niewzruszonym monolitem władzy staje się mozaiką różnorodności i kontrastów w każdym wymiarze. Z wielkim biznesem, futurystycznymi budowlami i globalnymi markami współistnieją niezwykłe kwatery mieszkalne zwane hutongami, a w nich miniaturowy obraz wyizolowanego, uspokojonego świata z odległej orbity. To świat tradycyjnego życia rodzin w domostwach z przylegającymi do siebie zabudowaniami na planie prostokąta i wewnętrznym dziedzińcem, do których prowadzą bramy.

Hutong

Domostwo w tradycyjnych, stopniowo znikających z miejskich map, hutongach.

Hutong. Pekin.

Wejście do domostwa w hutongu. Pekin.

To pierwotna tkanka pulsująca sprawami codziennego życia, pracą i wypoczynkiem. Ocalałe od lemieszy buldożerów hutongi są swoistym skansenem z pokazowymi domostwami dla turystów, symbolizującym bezpowrotnie ginące architektoniczne założenia, wypierane przez potężne biurowce czy centra olimpijskie, jak Stadion Narodowy w Pekinie.

Chiny. Życie ulicy.

Ulica pulsująca sprawami codziennego życia.

Stadion Narodowy Pekin.

Stadion Narodowy na miejscu hutongów.

Hutongi wydają się najlepszym miejscem do obserwacji kolektywnego i ulicznego życia lokalnych społeczności skupionych przy stolikach, przy których można zagrać w domino, w karty (cóż za hazardziści), w scrabble posiłkując się ściągawkami, warcaby i inne gry planszowe.

Hazard w Chinach.

Wytrawni gracze, a może hazardziści?

Chińska gra w scrabble.

Bez ściągawek nie ma gry w scrabble.

Od świtu do nocy tętni miejskie życie uliczne o wielu obliczach. Jakże prosto przełamać monotonię okazałych deptaków z najdroższymi butikami, których pełno na świecie. Zaledwie kilka symbolicznych kroków w boczny zaułek potrafi przenieść w kosmiczną przestrzeń drobnych targowisk, handlu rękodziełem, latawcami czy roleksami za 15 dolarów. Dlatego entuzjazmowi huraganów białych turystów zmierzających ku planecie szaszłyków, riksz i rowerów, czyścibutów, sprzedawców i naprawiaczy wszystkiego równać się może jedynie chmura młodych Chińczyków nadciągająca do salonu marki Apple o wielkości lotniskowca w dniu śmierci Jobsa…

Chińskie szaszłyki.

Uliczny świat szaszłyków.

Planeta riksz.

Planeta riksz i sprzedawców wszystkiego.

Śmierć Jobsa. Chiny.

Chmura Chińczyków w dniu śmierci Jobsa.

Na ulicy, opanowanej przez mistrzów handlu i zabawy, wszystko się rozgrywa. Jedni pracują lub obserwują, inni ucinają krótkie drzemki na sposób japoński, kolejni zwyczajnie są „teraz i tutaj w centrum wszechświata” zamiast w przebywać domu. Jeszcze następni spacerując z rozbawieniem fotografują europejskich turystów niczym polarne niedźwiedzie na Krupówkach, którzy z kolei błądzą w gęstwinie wszechpotężnej symboliki kodów kulturowych, obyczajów i rytuałów, często nadal uważanych za przejaw egzotyki.

Planeta naprawiaczy wszystkiego.

Planeta naprawiaczy wszystkiego.

Chińskie ulice.

Na ulicy wszystko się rozgrywa.

A pośród tego wszystkiego unosi się łakomy zapach wonności, kadzideł, szaszłyków, placków, pieczonych kasztanów i jabłek w karmelu oraz gotowanych na parze pierożków z rozmaitym nadzieniem, w tym czekoladowym, krabowym, krewetkowym czy szpinakowym.

Chińskie szaszłyki.

Szaszłyki przygotowywane przez różne grupy wyznaniowe, w tym Muzułmanów.

Chińskie jedzenie.

Do późna w nocy atakują smaki i zapachy rozmaitego jedzenia.

Na targowisku Nanjin Lu w Szanghaju do podobno jednych z najlepszych w mieście pierożków ustawia się nieustanna kolejka, której niezidentyfikowany koniec przepada gdzieś w tłumie. Pierożków można też spróbować w Operze Pekińskiej, urozmaicając nimi odbiór teatralnego widowiska wysmakowanych alegorii, symbolicznie opowiadanych śpiewem, recytacją, tańcem i pantomimą. Narodowy napój? Oczywiście herbata należącą do panteonu chińskich wynalazków, która noszona w termosach, przez cały dzień jest sączona i rozcieńczana poza granice utraty zielonego koloru. Trzeba być wytrawnym cynikiem, aby nie poddać się obłędowi smaków chińskiej kuchni od rana do nocy atakującej z każdego zakątka każdej ulicy. Jedynie ostre smugi zapachu smażonego sera sojowego doufu, co chwila wywołujące inne skojarzenia, mogą niepokojąco omiatać europejskie nozdrza. Czy Chińczycy żyją po to, aby jeść?

Chińskie jedzenie.

Czy Chińczycy żyją po to, aby jeść?

Enklawy hutongów okalają ciągnące się po ulicach sznury kopii wszystkich istniejących na świecie marek aut. Mocno osadzona w filozofii konfucjańskiej tradycja naśladowania, najlepszej metody nauki, upowszechniła w kulturze chińskiej tradycję kopiowania będącego wyrazem hołdu dla godnego naśladowania geniuszu artysty. Sporządzone ponad 800 lat temu na szeroką skalę kopie dzieł sztuki brązowniczej stały się niejako praźródłem masowego kopiowania – naśladowania, a w dzisiejszej nomenklaturze podrabiania. Rozumiejąc praprzyczynę nie trudno zrozumieć zjawisko masowych fałszerstw. Naśladowanie poprzez kopiowanie wydaje się dobrą metodą opanowania skomplikowanej umiejętności pisania i częściowo wyjaśnia fenomen kaligrafii, jaka za dynastii Han (panowanie w latach 206 p.n.e. – 220 n.e.) zyskała rangę jednej z najważniejszych dziedzin chińskiej sztuki. W wielu wielomilionowych miasteczkach i miastach, do późnej nocy, jak zwykle w Chinach, mężczyźni uprawiają kaligrafię na płytach wolnego chodnika lub placu. Trudno odgadnąć, czy to kolejna emanacja linearnych form pisma jako wyrazu artystycznej ekspresji czy wizualnie-ekspresyjna postać zapisywanych wierszy.

Chińska kaligrafia.

Uliczna kaligrafia – „street art”?

Sznury skopiowanych aut, poprzecinane skuterami (tak, rowerów więcej jest w Kopenhadze czy Amsterdamie), wiją się wśród wstęg lśniących, obłożonych marmurem gmachów. Zdarza się, że na wypolerowanych marmurowych schodach potężnych banków lub przy okazałych placach elegancko ubrane dzieci, dyskretnie przykucając, szybko załatwiają fizjologiczną potrzebę. Okazuje się, że specjalnie skonstruowane dziecięce spodenki z rozcięciem z tyłu panują w większości azjatyckich krajów. Z pewnością do tego typu potrzeb nie nadają się, wypielęgnowane jeszcze bardziej od marmurów, ogrody i skwery zieleni z zaplanowaną według zasad Feng Shui i finezyjnie ułożoną roślinnością. Szacunek do przyrody, o źródłach wypływających z filozofii taoistycznej, w praktyce ujawnia się w bajecznych ogrodach, jak Ogród Mistrza Sieci, jeden z kilku ogrodów w mieście Suzhou okrzykniętym chińską Wenecją z uwagi na mnogość malowniczych kanałów, a nad nimi romantycznych mostków.

Bajeczny Ogród Mistrza Sieci w Suzhou.

Bajeczny Ogród Mistrza Sieci w Suzhou.

Spacyfikowany, powściągliwy kraj ateuszy, omijając polityczne meandry, dyskretnie ucieka nie tylko na łono przyrody, ale też w głąb własnych tradycji, zwyczajów i życia rodzinnego. W Pekinie nieopodal Pałacu Cesarskiego, a także w większości innych miast, Chińczycy wspólnie praktykują wywodzące się z taoizmu tai chi, oddają się pasji puszczania latawców, a późnymi wieczorami z parków rozbrzmiewa muzyka, do której panowie proszą panie lub panie proszą panów.

Tai Chi.

Wspólne praktykowanie tai chi.

Ulegając wrażeniu opanowanego, spokojnego i przyjaznego społeczeństwa, w którym rzadko występują dotkliwie karane kradzieże, bardzo łatwo zapomnieć o przenikających w tłumie cieniach inwigilującego aparatu. Tym bardziej stają się nieuchwytnymi w masie obywateli podczas zgromadzonych na uroczystościach, np. podczas Święta Narodowego 1 października upamiętniającego utworzenie Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 roku. Być może zbiorowa świadomość mimowolnego poddawania się wiwisekcji pogłębia ukształtowany przez konfucjanizm wizerunek refleksyjnego, harmonijnego narodu. W skali mikro, czyli w życiu rodzinnym, społeczny obraz dopełnia szacunek do przodków i starszyzny oraz zwyczaje wzajemnego odwiedzania się podczas świąt narodowych, niczym w Polsce podczas świąt bożonarodzeniowych. Napotkany w nocnym pociągu zaciekawiony turystami chiński młodzieniec wyznał, że właśnie jedzie spędzić z bliskimi kilka dni. Pociągiem pokonuje ok. tysiąca kilometrów w 8 godzin, czyli w skali polskiej mógłby dotrzeć w tym samym czasie z Warszawy do Gdańska.

Obraz wodza.

Świętowanie przed obrazem wodza.

Chiny - zdjęcia.

Pamiątkowe zdjęcia rodzinne na tzw. „zakładkę”

Chiny to wielowymiarowy, wielowątkowy i niezwykle barwny obraz, w którym potęga nowoczesnych metropolii przenika się z tradycją i kulturą jednej z najstarszych cywilizacji świata. Jedno jest pewne. Państwo Środka stało się prawdziwym centrum świata.

Tekst i zdjęcia: Katarzyna Miłek.

Polecamy również:

6 thoughts on “Chiny. Życie codzienne ulicy.

  1. pokrowce
    17/02/2014 at 10:13

    super jest ta twoja galeria tutaj 🙂

  2. google glass
    27/02/2014 at 12:27

    Chiny, kraj ciągłego rozwoju, utopionego w matni niewiadomego reżimu. Potencjał idealny, przez co są tu gdzie są na gospodarczej mapie świata. Kraj przy okazji piękny, idealny do zwiedzania – dla podróżników co się nie boją aż tak obcych kultur.

  3. Dama z Szanghaju
    21/03/2014 at 10:57

    Znakomita relacja. Pozdrawiam 🙂

  4. n*turystka
    20/05/2014 at 13:51

    Świetne zdjęcia i tekst – patrząc na Chiny tylko przez pryzmat naszych wyobrażeń czy (co gorsza) stereotypów naprawdę wiele tracimy…

    Pozdrawiam

  5. Poszukujac Raju
    05/08/2014 at 14:54

    Oj, żałuję, że nie poświęciłem więcej czasu na zwiedzenie Chin, jedynie gdzie zagościłem to Hong Kong, który na prawdę wywarł na mnie przeogromne wrażenie. Ta czystość, zorganizowanie, oraz jak wspomniane wspólne ćwiczenia na ulicach i parkach, oraz drzemki 🙂

  6. digitalphoto.pl
    16/12/2015 at 21:48

    Świetne zdjęcia – Chiny to inny Świat – warto pomieszkać choćby kilka dni i zejść z typowych turystycznych szlaków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *